ZOBACZ TAKŻE

Rozmowa z Julią Wojciechowską, uczennicą drugiej klasy Liceum Ogólnokształcącego im. Marszałka Stanisława Małachowskiego, która odbyła praktykę scenograficzną u Doroty Cempury, podczas przygotowań do spektaklu Berek, czyli upiór w moherze w reżyserii Andrzeja Chichłowskiego. Rozmawiała Monika Mioduszewska-Olszewska.

Jak odebrałaś sztukę?

Bardzo pozytywnie. Świetnie było zobaczyć efekt pracy nad sztuką z perspektywy widza, a przede wszystkim wiedzieć, że zachwyciła innych.

Tak sobie wyobrażałaś pracę przy spektaklu?

Starałam się nie zakładać niczego z góry. Zaczęłam tę pracę z otwartym umysłem i nie zawiodłam się.

Jak to się stało, że do nas trafiłaś?

Ostatnie wakacje były dla mnie intensywnym czasem, w którym zastanawiałam się, w jakim kierunku mogłabym pójść. W lipcu zapisałam się na kurs rysunku żurnalowego. Chciałam poznać konstrukcję kostiumu, później odwiedziłam Teatr Kamienica w Warszawie. Miałam nadzieję, że poznam pracę teatru, ale w wakacje teatry nie pracują, więc tylko go zwiedziłam i porozmawiałam z menadżerem. Później rodzice namówili mnie na zwiedzanie płockiego Teatru. I to, co zobaczyłam, zupełnie zmieniło moje postrzeganie tego miejsca. Zwłaszcza, kiedy weszłam do pracowni krawieckiej pomyślałam, że dobrze byłoby tu spędzić trochę więcej czasu.

Coś cię zaskoczyło w pracy teatralnej?

To, że wymaga wielu kompromisów. Szczególnie przy tworzeniu scenografii. Wszystkie elementy wizualne, nad którymi pracujemy, muszą być uzgodnione. Jeśli jakiś pomysł nie zgadza się z wizją reżysera, to trzeba go niestety zmienić. Bardzo ważna jest więc umiejętność chodzenia na kompromisy. Na początku było mi to trudno zrozumieć, ale powoli się wdrażałam.

Na czym polegała twoja praca przy Berku?

Na początku myślałam, że będę takim problemem deptującym za panią Dorotą Cempurą, ale ona potraktowała mnie jak partnerkę i poświęciła bardzo dużo czasu, żeby mi pokazać, jak wygląda praca przy tworzeniu scenografii i kostiumów. Dużo mnie nauczyła, za co jestem jej bardzo wdzięczna. Mogłam również zobaczyć jak powstaje konstrukcja scenografii od zera, zwiedziłam magazyny i miałam swój mały wkład w wybór rekwizytów.

Miło wspominam wyjazd z zaopatrzeniowcem po farby, karnisze, kwiatki i tego typu rzeczy. I ten stres – co mi zrobią, jak wybiorę złe? Chyba jednak okazały się dobre (śmiech).

Czyli czułaś odpowiedzialność na swoich barkach?

I to niemałą!

Miałaś jeszcze jakieś zadania?

Proces wymyślania kostiumów z panią Dorotą Cempurą polegał na długiej burzy mózgów. Próbowałyśmy strojem jak najlepiej odwzorować charakter postaci. Wymagało to wnikliwej analizy scenariusza i uwzględnienia didaskaliów. Później starałyśmy się te pomysły przelać na papier. Wyszukiwałam zdjęcia, które mogłyby być dla nas inspiracją, a Pani Dorota utworzyła z nich kolaż. Jednak z założenia byłam głownie obserwatorką procesu powstawania spektaklu. Miałam również możliwość wzięcia udziału w jednej z prób.  

Co ci dała ta praca?

Dużo pewności siebie. Kiedy któryś z pomysłów się sprawdził, kiedy usłyszałam, że jestem dobrą partnerką - można powiedzieć, że dostałam skrzydeł. Ponadto, chęci do kontynuowania współpracy i rozwijania się w tym kierunku. 

Chciałabyś pracować w teatrze?

Praktyka przy Berku na pewno mnie do tego zachęciła, więc będę to rozważać. 

Połknęłaś „bakcyla”?

Z całą pewnością tak. To, że wszystko musi być dopięte na ostatni guzik i każdy element sztuki odpowiednio ze sobą współgrać daje dużo adrenaliny i zapału do pracy. 

Twoi znajomi w szkole wiedzą o twojej teatralnej przygodzie? Oglądali spektakl?

Przed nikim tego nie ukrywałam. Przeciwnie, raczej chętnie mówię o swoich zainteresowaniach, a teatr jest jednym z nich. Na premierę zabrałam koleżankę, a kilku znajomych kupiło bilety na spektakl. Moi rodzice poszliby choćby po to, żeby zobaczyć te wybrane kwiatki, więc ich obecność na Berku była obowiązkowa. 

Dużo się dziś mówi o tym, że młodzi ludzie nie mają na siebie pomysłu. To pewnie stereotyp, ale istnieje. Ty jesteś w liceum i już wiesz, co chcesz robić?

Wiem, co mnie interesuje (...) Nie mam stuprocentowej pewności, że pójdę w tym kierunku, ale okres liceum traktuję jako czas na poznanie siebie, próbowanie nowych rzeczy. Przy okazji, w ten sposób spędzam wolny czas i jest to jakaś alternatywa od szkolnej codzienności. 

Chcesz coś dodać?

Mam nadzieję, że to nie jest moja ostatnia współpraca z teatrem i z radością będę ją kontynuować.